Parafia Rzymskokatolicka Św. Łukasz Ewangelisty w Lipnicy Wielkiej
Parafia Rzymskokatolicka
Św. Łukasz Ewangelisty
w Lipnicy Wielkiej
Galeria zdjęć

Galeria zdjęć:

2014: Obra i Obrzyca, czyli o tym jak mucharski batalion pościgowy doszedł lipnicki zwiad

   Zgadnijcie ile zapłaciliśmy za noclegi podczas tegorocznego, dwunastodniowego spływu w przeliczeniu na osobę?
    Sto? Mniej!
    Pięćdziesiąt? Mniej!
    Dwadzieścia? To chyba niemożliwe? Jeszcze mniej!
    Pięć złotych polskich SŁOWNIE! W stanicy wodnej w św. Wojciechu. I to jeszcze właściciel mając wyrzuty, że nas "strzyże" dorzucił ciekawą mapę okolicy. Taka jest ta kajakarska okolica dorzecza Obry. Dzika, acz przystępna dla turystów. Bezludne biwaki na polu, w lesie albo te w centrum wsi z pełną infrastrukturą biwakową (pomosty, wiaty, TOY TOYe, miejsca na ogniska) wszystko za darmo, z ambicją, by pomóc turystom, by ich zachęcić do powrotu, do częstego wypoczynku w lubuskiem.
     Może to św. Wojciech dobrotliwie błogosławił nam wiosłem? A może święci: Krystyn, Mateusz, Izaak, Jan i Benedykt - pierwsi męczennicy Polski (1003 r.) wstawiali się za nami chudockami? : ) A może Jan Paweł odmówił za nas w oknie Domu Ojca którąś horkę (godzinę brewiarzową)? Bóg to wie. Polecamy taki wypoczynek tym z wychudzonymi portfelami i nie tylko.
    Płynęliśmy najpierw Obrzycą od Lubiatowa do Kargowej, a później Obrą od Kopanicy do Skwierzyny. Ok. 150 km szlaku spławnego. Dla mniej zorientowanych w polskiej geografii to obszar pomiędzy Zieloną Górą a Gorzowem Wielkopolskim. 550 km od Lipnicy na północny zachód.
    Obra wije się zasadniczo na północ, pograniczem województwa wielkopolskiego i lubuskiego. Wychodząc z kajaków na ląd stawaliśmy raz na terytorium najstarszej diecezji polskiej - archidiecezji poznańskiej (powstała w 968 r. ), to zaś nasze stopy dotykały ziemi dekanatów jednej z najmłodszych diecezji  w Polsce - diecezji zielonogórsko-gorzowskiej (powstała w 1992 r.). Stąd w czasie Mszy św. odprawianych podczas spływu codziennie modliliśmy się a to za naszego biskupa Stanisława, a to za bpa Stanisława (Gądeckiego z Poznania - Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski) a jeszcze kiedy indziej za bpa Stefana (Regmunta) - ordynariusza zielonogórsko-gorzowskiego.  Mieliśmy również świadomość, że płyniemy historycznym pograniczem pomiędzy Koroną Polską a Branderburgią. Nasz tegoroczny spływ nazwaliśmy Drumlin - ot ukłon w stronę epoki lodowcowej ; ), która dała geologiczny początek okolicy naszego wypoczynku.
    Podczas kajakowania na Obrze bynajmniej nie było lodowato : ) Świetna pogoda z jedną burzą na Obrzycy i z jednym intensywniejszym deszczem przed biwakiem na Chobienickim to błogosławieństwo w kapryśnym, mokrym i chłodnym, 2014 roku. Dziękowaliśmy Bogu za pogodę każdego dnia słysząc, że w Lipnicy każdy z naszych (d)Obrych dni jest burzowy i ulewny.
      Imiona dwunastu pogromców Obry, kajakarzy Drumlina to: Dominika, Sylwia i Klaudia oraz Kamil, Tobiasz, Sylwek i Łukasz i piszący te słowa Zbig z Lipnicy. Z parafii św. Wojciecha w Mucharzu Adam, Kamil i Piotr oraz ks. Leszek (Spływowy Majster). Żeby wszystko było jasne Majster (szef batalionu pościgowego) formalnie opiekował się ósemką kajakarzy, a komandor jacy zwiadowczą dwójką. Spływ potwierdził sens eksperymentalnego rozwiązania dwóch kuchni, dwóch budżetów spływowych, dwóch terminów i jednej braci kajakarskiej na biwaku i na wodzie. Fajnie, że tak też się udaje.
    Sama Obra zupełnie nas zaskoczyła. W górnym biegu, zwłaszcza w rejonie Rybojadów mętna i cuchnąca, z ławicami śniętych ryb. Ponoć w wyniku namnażania się zielenic. Żadnej chemii, żadnych wyziewów, jak podkreślali miejscowi, a jednak pierwszy raz właśnie na Obrze w rejonie leśniczówki w Rańsku straciłem na rzece apetyt. Dalej natomiast, od mostu w Paklicku zdumiewająca zmiana na lepsze. Czysta, przejrzysta, świeża, chyża woda z piaszczystym korytem do samej Skwierzyny, tuż przed ujściem do Warty. Tam nie omijaliśmy żadnej okazji do kąpieli, bywały dni, że było tych kąpieli pięć, czy sześć. Rano, wieczór, we dnie i w nocy też. Ciągle pod opieką Aniołów Stróżów.
    Za kanonizację św. Jana Pawła II dziękowaliśmy zwłaszcza w Zbąszyniu, przy jego pomniku. Jedynym na świecie w kajaku.
    Nie słyszeliśmy żadnego kobziarza, ale mieliśmy świadomość, że przepływamy przez region kozła, w którym ludzie wspólnie naprawdę robią wiele, by pokazać jego walory turystyczne i zachęcić do odwiedzin. Zobaczcie na przykład w jakim entuzjastycznym klimacie powstawała mediateka w Kargowej.
 
 
 
        Albo jak trafnie wkomponowano w pejzaż miasteczka hipermarket nie obawiając się wykorzystania archiwalnych fotografii z okresu, w którym Kargowa należała do Rzeszy. Zresztą drogowskazy miejskie w Kargowej wszystkie są dwu: polsko- i niemieckojęzyczne.
     Żałowaliśmy za to szczerze, że parowozownia w Wolsztynie zamarła jak makieta. Jeszcze ponoć rok temu odjeżdżał ze stacji w Wolsztynie pociąg zapięty do lokomotywy parowej. W tym roku koniec. Klapa. Nie wierzę, żeby to nie było atrakcyjne, a co za tym idzie opłacalne. My byśmy na pewno pojechali a nawet popchali, gdyby trzeba było : )
    Wróćmy na Obrę. W wodzie na szlaku mnóstwo ryb (więcej tych żywych). W wodzie i nad wodą mnóstwo wędkarzy, również kobiet : ) W powietrzu mnóstwo ptaków. O to, to, to, to, to : )
    Aha, właśnie, jeszcze coś o atmosferze w obozie, której wyrazem jest zwykle spływowe powiedzonko. Przed spotkaniem z mucharską częścią spływu (pierwszy tydzień) w gronie trojga wiele fascynacji rodziną. Wspomnienia rodzinne, szacun dla rodziców, próba przymiarki, czy by sobie tu z nami poradzili. Wiele łorawskich śpiywek na biwaku i na wodzie. Mundialowe emocje, zwłaszcza podczas półfinału Niemcy - Brazylia. Pamiętacie? Kierunkowy do Wrocławia - 7:1 : ) : ) Choć w czasie półfinału Holandia - Argentyna też nie brakowało emocji. Wszystko to zobaczyliśmy w przytulnej restauracji Maraton na rynku w Kargowej.
    I to, że w miarę upływu wakacji coraz bardziej nam się chciało wszystkim pichcić. Nie tam jakieś torebki, czy słoiki, tylko konkretna gotowana rzepka z dobrą surówką z sałaty i kefiru po orawsku i jakimś mięsnym wkładem. Mile widziany był kiszony ogórek, który dziwnie syczał przy napoczynaniu  ; )
    Po spotkaniu z Mucharzanami (w drugim tygodniu spływu) było nieobliczalnie:
    fikuśnie
 
 

    muskularnie (chłopcy obejrzawszy wywiad z Łukaszem - świetnie zapowiadającym się beniaminkiem bokserskim stawiali się w jego roli boksując i zapasując na biwakowych murawach)
 
 
 
    i leżakująco :)    
 
 
 
 
 
 
     W pierwszym i drugim tygodniu spływu najczęściej skandowanym słówkiem było Odpływaaaamyyyy! Co oznacza, że zwykle nie chciało nam się odpływać.
    Piękny czas! Bogu niech będą dzięki! I p. Jerzemu Jaszczakowi, z synem Izydorem, z Kargowej, który logistycznie obsłużył nasz skomplikowany spływ. Możecie też obejrzeć jak wspomina spływ batalion pościgowy z Mucharza : )
    Co za rok? Jak Bóg da - pozostajemy na zachodzie Polski. Czas na Bóbr i Kwisę.
    Odpływaaaamyyyy!


                                                                                                                          komandor

Menu:

Kalendarz litrugiczny:

 
XXV Niedziela okresu zwykłego
22 września 2019r.

Warto wiedzieć:

Warto wiedzieć:

Trzech papieży przyczyniło się najbardziej do upowszechnienia Różańca:


1. Papież Pius V w 1566 roku zatwierdził formę tej modlitwy


2. Papież Leon XIII wprowadził październik jako miesiąc różańcowy. Widział w Różańcu oręż przeciwko atakom szatana.


3. Papież Jan Paweł II ogłosił Rok Różańca (2002/2003). Wprowadził również tajemnice światła. "Dzięki Różańcowi zawsze doznawałem otuchy" - wyznał.



 


xtml
css
e-parafia